Alchemia miłości i inne przypadłości

Alchemik pojął żonę
a żona go za twarz
po ślubie ty porządek
mieć w swoim loszku masz!

I w trakcie tej reformy
do loszku zajrzał ksiądz
by lek tu zamówiony
na zbędną jurność wziąć.

A czekał już przy ladzie
priekrasnyj maładziec
ot po nic tu w zasadzie
po drodze tylko wszedł.

Jak łatwo się domyślić
miksturki były dwie
jak można się pomylić
tak pomyliły się.

Więc szybki wznieśli toast
za zdrowie, cnotę pań
ksiądz wybiegł bo klasztorna
owczarnia czeka nań.

I młodzian się wymyka
ma sprawę pilną cóż
do żony alchemika
o tym nie wspomniał już.

Gdy w loszku jaki taki
alchemik czyni ład
zobaczmy co na wieży
porabia dzielny chwat.

Odgadnąć trud niewielki
i krótki jak ten rym
nie cieszy dobrodziejki
nasz chwat gdyż nie ma czym.

Już ranne wstały zorze
a to to nie chce wstać
następna tam w klasztorze
zaczęła owca piać.

Tu beczy młodzian prawda
nie wsio rawno jej wszak
lecz w końcu z sił opadła
i ze zdrętwiałych warg

jej wypsnął się ten morał
niejednoznaczna myśl:
że było jej do klasztora
jej do klasztora iść!


Epilog

Więc pojął nasz alchemik
małżonkę jaką miał
gdy dała mu arszenik
choć chłop to był na schwał

Procesy jeszcze trwają
i kat ukróci to
co ludzie nazywają
nierządem potwornej o.

hymn drabiniasty

ach drabina ach drabina
dziecina nawet w chinach
na szczebel też się wspina
choć wyżej trochę strach

po drabinie po drabinie
by wiedzieć co w kominie
nim jesień dym uwinie
tak łatwo wleźć na dach

drabineczka drabineczka
ułatwia nos broneczka
ci utrzeć gdy kropeczka
portrecik upstrzy mu

daj drabinę daj drabinę
by sąsiad mógł uczynnie
w sypialni gobelinem
ścian dźwiękoszczelność wzmóc



bez drabiny bez drabiny
to gołe szare tyny
bez fresków i sykstyny
jaskini zimny mrok

wbił drabunię wbił drabunię
lądownik w pył na lunie
by dał się zrobić dumnie
ludzkości wielki krok

weź drabinę weź drabinę
by wieszać na choinę
ozdóbek całą skrzynię
światełka chwiejne gwiazd

pod drabiną pod drabiną
nazwanym zostać świnią
przez dziewczę i pomimo
że chce wciąż wiśnie rwać



o drabinko o drabinko
podniosłych spraw boginko
ku wyższym ty uczynkom
stabilnie prowadź mnie

drabinami drabinami
dźwigowi wchodzą sami
się cieszyć stadionami
no bo schodami nie

wdzięków drabin wdzięków drabin
używał charlie chaplin
groźniejszych niż karabin
dla prewencyjnych sił

weź drabinkę weź drabinkę
a nie racz się dopingiem
by rekord ociupinkę
poprawić w skoku w zwyż



o drabino o drabino
tyś cywilizacyjną
nadzieją jest jedyną
nas uziemionych małp

przy drabinie przy drabinie
to kuzyn na kuzynie
choć podwieszony w gminie
za krótkie rączki ma

bo drabina bo drabina
ambicji jest sprężyna
co ziemię z chmurą spina
a z gruntem górny cel

staw drabinę staw drabinę
na baczność przy tym hymnie
lecz sprawdź czy jej po ziemie
nie zmurszał jaki szczebl

Gdy ciemności ...

iluminatorom


Gdy ciemności wiatr szamocze
aż się kurzy śnieg ze strzech
jak przez ciemne sny prorocze
maszeruje mędrców trzech

więc tak idą przez mrok wredny
a że trzech ich tylko jest
aby sytym miny zrzedły
to z imienia im oddajmy cześć

ten pierwszy zagubiony
ten drugi oszukany
a ten trzeci biedny


Choć ciemności wiatr szamocze
to nie porwie choćby chciał
smużki światła co na drodze
ktoś przed nimi dawno słał

idą dalej przez rok wredny
niechaj ich prowadzi blask
bodaj sytym miny zrzedły
wymienimy ich tu jeszcze raz

ten pierwszy zagubiony
ten drugi oszukany
a ten trzeci biedny


Tak ciemności wiatr szamocze
ledwie że nie wyrwie wrót
uchylonych nie w gospodzie
lecz w stajence bieda-cud

może sytym miny zrzedły
lecz to nie jest już nasz ból
bo kto z nami tutaj wszedłby
przed imieniem mógłby sobie dodać słówko król

król pierwszy odnaleziony
król drugi nagrodzony
trzeci król majętny

Westchnienie

chmury w sobie pociemniały
i dziewczyny się ubrały
po sezonie
upał skrył się do piekarni
weź kobieto się ogarnij
to już koniec

nikt deptaka nie przemierza
w krótkich portkach prócz harcerza
po sezonie
już ogrodów nikt nie piele
drzewom ciąży stara zieleń
to już koniec


czasem quadem warknie głusza
lecz nikogo to nie rusza
po sezonie
wylać olej z frytkownicy
bo się strują domownicy
to już koniec

pada jabłko niedaleko
mgła unosi się nad rzeką
po sezonie
dłuższą nocą kołdra krótsza
ma być cieplej od pojutrza
to już koniec


lecą marzeń perseidy
może udać się do Nidy
po sezonie
kotu się przejadła ryba
nic tu na mnie już nie dyba
to już koniec

łabędź przestał biec po tafli
nikt nie robi fotografii
po sezonie
wpis na stacji tutaj byłem
się pokrywa rdzawym pyłem
to już koniec

Agniechy!

dla orła jest reszka
dla zdrowia przebieżka
a dla mnie gdzie jest Agnieszka?
dla chatek są strzeszki
dla dziatek są śnieżki
a dla mnie nie ma Agnieszki?

nad morzem łka śmieszka
na Rysy gna ścieżka
gdzie dla mnie gdzie jest Agnieszka?
do piwa orzeszki
do księdza to grzeszki
jak grzeszyć mam bez Agnieszki?!

ni statystyki ani mistyki albo cielesne uciechy
żadne liryki żadna muzyki – nie kręcą jak kręcą Agniechy!

samuraj brał gejszkę
a Mieszko miał Czeszkę
ja wreszcie chcę mieć Agnieszkę
zamknięte obwieszcza
złowieszcza wywieszka
a miałaś tu być, Agnieszka!

ktoś zły nie omieszkał
i brak ci już mieszka
gdzie się podziałaś, Agnieszka?
jak nic rzezimieszki
w domowe pieleszki
spętali wszystkie Agnieszki

ni statystyki ani mistyki albo cielesne uciechy
żadne liryki żadne muzyki – nie kręcą jak kręcą Agniechy!

złośliwe uśmieszki
na świecie zamieszki
na pewno z braku Agnieszki
wbrew czarta koleżkom
do piekła zejść pieszkom
przychylić nieba Agnieszkom

przy wozie koń wierzgnął
chłop z babą ma ciężko
też chciałbym tak mieć z Agnieszką
aksamit ma meszek
ocean ma brzeżek
choć uszczknąć jednej z Agnieszek

ni statystyki ani mistyki albo cielesne uciechy
żadne liryki żadne muzyki – nie kręcą jak kręcą Agniechy!

Deszcz Zakochanych


Starsi Panowie
zainspirowani i rozmarzeni
przez zabarowaną szybę
komentują Deszcz Zakochanych:



na mglistej
na dżdżystej
i nawet na niagary
na majowej
na czerwcowej
zwiedzają bary
szukając pary

kropla na szybie
na kroplę dybie
wolno się sączą
a gdy się złączą
siuuuuuu
i już ich nie ma
cały poemat
lecz w mikroskali
się zatrzymali
i zamieszkali

na chwilowiu
na ajlowju
lub nawet mokotowie
na kociej łapy
na raty graty
aż coś ktoś powie
zamąci w głowie

kropla na szybie
na kroplę dybie
słodko się sączy
mimo obrączki
siuuuu
i już ich nie ma
cały poemat

lub w mikroskali
się zatrzymali
i zamieszkali

jak jedność z dwojga
jak jedność z dwojga



A:
Dlaczego nie z trojga?
Czworga, pięciorga, orga-, organizacji
to tylko kwestia...

B:
Czy nie przesadza pan aby? Kiepsko to widzę.

A:
Bo patrzy pan przez ścianę... deszczu.

B:
No tak, rzeczywiście. 




 napisane z racji inspiracji 

Nie myśl tyle

.
.
. . . . . Myślałem: się śmieje.
. . . . . I śmieje się... ze mnie.
. . . . . Myślałem, że płacze.
. . . . . Ze śmiechu - no raczej.
. . . . . Myślałem: diamencik.
. . . . . Przyjęła bez chęci.
. . . . . Myślałem - już pewien -
. . . . . co dalej... sam nie wiem.
.
.
chórek:.
. .Nie myśl tyle, nie myśl tyle, nie myśl byle jak.
. .Nie myśl długo, nie myśl długo, nie myśl głupio tak:
.
.
. . . . . Myślałem: dziś wieczór!
. . . . . Naiwnie jak dzieciuch.
. . . . . Myślałem: tej nocy.
. . . . . Wypadłem jak z procy.
. . . . . Myślałem: jedyna...
. . . . . A on był na rybach!
. . . . . Myślałem, że szlocha...
. . . . . A ona: wynocha!
.
.
chórek:
. .Nie myśl tyle, nie myśl tyle, nie myśl byle jak.
. .Nie myśl długo, nie myśl długo, nie myśl głupio tak:
.
.
. . . . . Myślałem: że nie chce.
. . . . . A ona, że prędzej
. . . . . Myślałem: przypadek.
. . . . . A ona - daj kwiatek!
. . . . . Myślałem: żartuje.
. . . . . A ona się truje.
. . . . . Myślałem, to przejdzie
. . . . . i myślę wciąż jeszcze.
.
.
chórek:
. .Nie myśl tyle, nie myśl tyle, nie myśl byle jak
. .pomyśl dobrze, pomyśl może, pomyśl mądrzej tak:

rzeczowo – głos menedżera zespołu:
... o pracy, o studiach, o podciągnięciu się
sportowym, towarzyskim i finansowym,
bo było, jest i będzie wciąż nachalnie aktualne, że:
są rzeczy, o których nawet filozofom się nie śniło,
gdyż sen spędzają im z powiek dwa zjawiska
- dziewczyny i miłość.
.
.
. . . . . Nie myślę, nie myślę,
. . . . . to znowu ją wyśnię.
. . . . . Myślałem o innej,
. . . . . i było mi dziwniej.
. . . . . Myślałem: zapomnę.
. . . . . To dzwoni: myśl o mnie!
. . . . . Impreza – odetchnę.
. . . . . A tutaj znów refren:
.
.
chórek:
. .Nie myśl tyle, nie myśl tyle, nie myśl byle jak.
. .Nie myśl długo, nie myśl długo, nie myśl głupio tak.
.
.